21 października
poniedziałek
Urszuli, Hilarego, Jakuba
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Repatriacja zza oceanu?

Ocena: 0
1669

Wobec braku rąk do pracy w Polsce Związek Pracodawców i Przedsiębiorców zaproponował ściągnięcie osób polskiego pochodzenia z Brazylii. Chodzić może o setki tysięcy osób. 

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro; fot. PAP/EPA/CHRIS KLEPONIS

– Jednym z największych ośrodków polonijnych jest Brazylia. Szacunki mówią, że mieszka tam od 1,5 do nawet 3 mln Polaków, głównie potomków polskiej emigracji z drugiej połowy XIX w. W stanie Parana nawet co dziesiąta osoba może mieć polskie korzenie. Powinniśmy przywrócić ich więzi z Polską i sprowadzić jak największą liczbę naszych rodaków z Brazylii – twierdzi Piotr Palutkiewicz, dyrektor ds. programów i projektów ZPP. Jego zdaniem, dotarcie nawet do 1 proc. osób w tej grupie to 30 tys. potencjalnych nowych pracowników na rynku pracy, a za realne można uznać dotarcie do nawet 8-10 proc. polskich emigrantów. 

Czy jednak byliby oni zainteresowani przeniesieniem się do Polski? Z Kurytyby, stolicy brazylijskiego stanu Parana, w którym mieszka duży odsetek potomków polskich emigrantów, podróż lotnicza do Warszawy musi zająć co najmniej 18-20 godzin, i to z przesiadkami. A kontakt potencjalnych repatriantów z krajem przodków jest dziś dość ograniczony – mało kto z nich zna język polski. Co nie oznacza, że pomysł jest nierealny. 

 

Trudny los emigrantów 

W 1939 r. wydana została w Warszawie książka „Pamiętniki emigrantów. Ameryka Południowa”. Oto co pisał „rolnik w Paranie, syn małorolnego gospodarza z województwa tarnopolskiego”, rzecz jasna w wielkim skrócie. „Urodziłem się w Kaczanówce w dawnej Galicji pod panowaniem austryjackiem, będąc synem biednych choć uczciwych rodziców… Otóż gdy bieda nam dobrze przypiekła, a zjawił się agent obiecując święte życie w Brazylji, moi starzy a właściwie to moja matka i ojczym, bo ojca już pochowałem, namyślili się jechać w ten zaczarowany kraj, gdzie ziemi w bród i nic nie kosztuje, a wszystko się rodzi i zimy nie ma, i opału nie brak… 

Zajechawszy do Genui znowu musieliśmy wyczekiwać na okręt, pierwszą noc spędziliśmy u pewnej krzykliwej italjanki, bardzo dobrze przyjmowała tych co mieli pieniądze ale nas to jest Matkę moją Ojczyma siostrę mą Róźkę i małe dziecko wygnała za drzwi, i tak staliśmy za drzwiami na chłodzie…

Nadszedł ten fatalny dzień, zawiadomili nas że jutro mamy wsiadać na okręt i stawić się rano do rewizji. Na drugi dzień rano wybraliśmy się do portu… Dwanaście dni od wyjazdu, pewnej nocy ludzie się pobudzili, bo silnie ciskało okrętem, powyskakiwali z łóżek, a na dworze ciemno i błyska się co chwila pioruny tłuką aż strach. Ludzie w krzyk, że to już będziemy tonąć, wtedy znowu nas pospędzali do piwnic, a woda lała się do środka. Strach co to była za noc, nie daj Boże drugiej takiej. W Rio de Janeiro zładowali nas na ląd, dali bułek i kawy w jakichś barakach, a po dwóch dniach wysłali nas do S. Paula do miejscowości zwanej Piuheiro… Co się tam dziło, strach wspominać. Jeść to dawali każdemu, baraki były duże takie że same stoły miały po 100 metrów długości... Klimat jednak był zabójczy i woda ciepła niezdrowa, rzuciły się choroby na ludzi, że umierało po 20 i 30 dziennie to ich wynosili i bez niczego do dołów zakopywali.

W Prudentopolis nowa bieda nas czekała, bo choć były baraki to wszyscy zmieścić się w nich nie mogli, więc kopali sobie jamy okrywali zielskiem i tak żyli czekając aż im wymierzą szakry, a tymczasem dawali robotę przy drodze na to żeby było z czego żyć. Ale co to było za życie, wszystko drogie i do niczego, słonina cuchnąca i z robakami, fasola pojedzona przez robaki, ryż stęchnięty, ludzie znów chorować z tego zaczęli a jak jeszcze dostali bisze de pe, to jest pchły nożne, co tak się wczepią w nogę, że tylko nożem ją wydłubać można, to już zaczęli umierać, że nic tylko były same pogrzeby… Żeby się dostać przez gęsty bór do swych działek trzeba było wyrębywać ścieżki i schylonym iść i szukać palika wbitego z numerem i gdy się tam dostał dopiero jako tako wyrąbać kawałek lasu i zbudować budę, aby jakoś pomieścić się na pierwsze czasy...”

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 października

Strzeżcie się chciwości, bo nawet gdy ktoś
ma wszystkiego w nadmiarze,
życie jego nie zależy od jego mienia

Dziś w Kościele:
poniedziałek XXIX tygodnia zwykłego 
+ dzień powszedni
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Rz 4,20-25; Ps (Łk 1,69-75), Łk 12,13-21
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

Po Anielskiej serii przypominamy Spotkania z Aniołami - seria I (co dzień nowy odcinek)
1. Po co są Aniołowie?
2. Dogmaty anielskie
3. Misja anielska
4. Anioły w Starym Testamencie; 5. Chrystus jest centrum świata; 6. Aniołowie w chwilach pokusy; 7. Aniołowie opiekują się Kościołem;
8. Imiona Anielskie; 9. Jak zaprzyjaźnić się z Aniołem?; 10. Anioły czynią cuda; 11. Anioły chcą nam pomagać; 12. Co ucieszy Anioła?

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -