18 czerwca
poniedziałek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Polska - kolonia bankowa

Ocena: 4.8
1317

Zanim powiemy o nich, że przejechali się na swojej pazerności, warto się przyjrzeć, kim są frankowicze i dlaczego państwu powinno zależeć na wyprostowaniu ich sytuacji.

fot. Monika Odrobińska/Idziemy

Kredyty walutowe – zaciągane we frankach, euro, dolarach czy jenach – to w rzeczywistości kredyty złotowe waloryzowane kursem walut obcych. Sprzedawano je w latach 2005-2009 przy użyciu technik manipulacji, za to bez nadzoru państwa. Do dziś obciążonych jest nimi 500 tys. rodzin, czyli blisko 2 mln osób. To ponad 5 proc. społeczeństwa.

– Na 500 tys. rodzin zapożyczonych we frankach 250 tys. ma dochód nieprzekraczający 3,5 tys. zł miesięcznie, kolejne 150 tys. rodzin zarabia 4-6 tys. zł miesięcznie; nie stać ich było na kredyt w złotówkach, banki im go odmawiały – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”.

 

Kredyt to nie pożyczka

W 2008 r. Sławomir Wikliński zaciągnął kredyt frankowy na 610 tys. zł. – Kiedy kurs franka zaczął wzrastać, płaciliśmy ratę nie 2 tys. zł, ale 4 tys. zł. Dziś nie mamy zlicytowanej nieruchomości, spłaciliśmy 360 tys. zł, a do spłaty zostało jeszcze 600 tys. – mówi.

– Pod względem traktowania przez banki Polska jest krajem kolonialnym – ocenia Mariusz Zając ze Stowarzyszenia „Stop Bankowemu Bezprawiu”.— Na Zachodzie, jeśli obywatel nie spłaci kredytu, bank zajmuje nieruchomość i anuluje resztę długu na jej poczet. W Polsce nie dość, że kredytobiorca znajdzie się na bruku, to nadal obciążony jest zadłużeniem. Wycena nieruchomości jest oczywiście zaniżana, bo rzekomo straciła na wartości, więc mieszkanie, które klient kupił przy pomocy banku za 500 tys. zł, ten wycenia na 300 tys. zł, a resztę klient ma dalej spłacać. Do tego frank idzie w górę i koszt pożyczki urasta do milionów złotych.

Jak twierdzi Mariusz Zając, banki odzyskują dziś wielokrotność tego, co pożyczyły. – Taką sytuację należy zażegnać – mówi. – Chcemy, by w momencie oddania bankowi nieruchomości dalej to on ponosił ryzyko jego dalszej spłaty, od której z kolei zwolniony byłby już kredytobiorca.

W dodatku nikt nigdy żadnych franków nie widział. – Kredyt opiera się na zaufaniu do kredytobiorcy, który bezkosztowo wykreuje bankowi pieniądze – mówi Sławomir Wikliński, który w ciągu 10 lat podkształcił się ekonomicznie. – Dziś już wiem, że zgodnie z prawem bank polski może udzielić kredytu tylko w polskiej walucie, bo w polskiej walucie wypracowuje je kredytobiorca. Jeśli udzielił kredytu we frankach, powinien był fizycznie wypłacić klientowi franki – wówczas byłby to nie kredyt, ale pożyczka. A bank nigdy samodzielnie nie dysponuje środkami finansowymi, nie może więc nikomu dać obcej waluty.

Postulujemy obniżenie raty o 20 proc.:
ta gotówka zostanie w polskich rodzinach i w polskiej gospodarce.
Szacunkowo to 200 mln zł miesięcznie

– Przy udzielaniu kredytu walutowego bank już oszukuje, bo wypłacone środki są mniejsze, niż wpisuje się do umowy – mówi Mariusz Zając. – Przelicza to w swoich tabelach na podstawie wymyślonych kursów, bo jedne kursy banki miały dla swoich kantorów, a inne dla kredytobiorców. Artykuł 69 Prawa bankowego mówi o zwrocie kapitału i odsetek plus ewentualnie jednorazowej marży. W przypadku kredytów walutowych banki przekombinowały – wprowadziły niezgodne z prawem indeksowanie kredytów do obcych walut. Na rozwiązaniach, które proponujemy, banki nie stracą nic ponad niesłusznie żądany przychód z różnicy kursowej. Postulujemy obniżenie raty o 20 proc. – ta gotówka zostanie w polskich rodzinach i w polskiej gospodarce. Szacunkowo to 200 mln zł miesięcznie, bo miesięczne raty kredytów walutowych to 1 mld zł. Teraz ten zysk jest transferowany za granicę.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły