1 grudnia
czwartek
Natalii, Eligiusza, Edmunda
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Hossa, Hindusi i euro

Ocena: 4.9
1922

Podobnie źle, co program 500+, na polską gospodarkę miała wpłynąć wolna niedziela. Czy tak się stało?

W przeciwieństwie do 500+, niestety, tak. Znikło 116 tys. małych sklepów. Zobaczmy to na przykładzie tylko jednego z centrów hurtowych: odnotowało ono odejście 1,2 tys. małych sklepików na 2,5 tys. zaopatrujących się w nim, które handlowały w niedziele. Beneficjentami tej zmiany są tylko dwa przodujące dyskonty.

Zaraz, zaraz, miało być na odwrót.

Najwięksi orędownicy wolnej niedzieli powoli przyznają, że nie zdołało to ograniczyć działalności dyskontów na rzecz wzrostu obrotów w małych sklepach. Dwie sieci dyskontowe kształtują nowy obyczaj kupowania w soboty, kiedy dają duże promocje. Rośnie niezadowolenie społeczne: już 71 proc. Polaków nie chce, by politycy urządzali im weekendy – są to głównie mieszkańcy małych miast, bo w dużych na spędzenie niedzieli są tysiące możliwości.

Ale w wolnej niedzieli chodziło o to, by mogli z nich skorzystać także ci, którzy tego dnia muszą siedzieć „na kasie”.

W tym celu wystarczyłaby zmiana w kodeksie pracy zakładająca, że każdy pracownik musi mieć dwie wolne niedziele w miesiącu. Byłoby to sprawiedliwe społecznie, bo objęłoby więcej dziedzin niż sam handel.

Handel to jedna z odnóg gospodarki, drugą są inwestycje. Pod ich względem odstajemy od średniej unijnej, wyprzedzają nas Czechy, Estonia, nawet Rumunia. Bez tego paliwa daleko nie zajedziemy?

Inwestycje pozwalają utrzymać wzrost gospodarczy, a ich tempo świadczy o tym, jak perspektywę rozwoju oceniają przedsiębiorcy. Inwestycja to gwarancja, że wzrost potrwa dłużej.

W ostatnich latach rząd wspierał konsumpcję, bo z tego jest VAT. Z inwestycji VAT-u nie ma, stąd zapóźnienie na tym polu. Niby inwestycje ruszyły, ale za wolno, ich struktura też nie jest najlepsza. Inwestorzy obawiają się tak typowych u nas nagłych zmian regulacji; im potrzebna jest stabilność, bo stopa inwestycyjna kalkulowana jest na długofalowy rozwój.

W Polsce inwestują głównie duże firmy, bo stać je na zabezpieczenie się przed niepewnościami regulacyjnymi, oraz spółki Skarbu Państwa. Osobnym problemem jest brak wykwalifikowanych pracowników, którzy fizycznie przeprowadzą inwestycję. Czasem trudno ją dokończyć, bo drożeją pracownicy, materiały budowlane.

Jak temu zaradzić?

Przede wszystkim ustabilizować prawo. Inwestor musi mieć gwarancję, że regulacje nie zmienią się w trakcie przeprowadzania inwestycji i uniemożliwią jej ukończenie. Dalej: potrzebne jest niskie opodatkowanie pracy. Wreszcie reforma systemu szkolnictwa zawodowego, by kształciło zgodnie z zapotrzebowaniem rynku pracy. A co najważniejsze: państwo nie powinno przeszkadzać przedsiębiorcom w ich działalności.

Rząd dużo mówi o repolonizacji gospodarki, w tym banków. Co to oznacza i czy to na pewno dobre rozwiązanie?

Pod hasłem repolonizacji gospodarki kryje się jej nacjonalizacja. Przy nacjonalizacji gospodarki rośnie ryzyko obsadzania ważnych stanowisk menedżerskich ludźmi sterowalnymi przez w władzę, a to prowadzi do monopolizacji gospodarki przez koncentrację zarządzania. W praktyce oznacza to przejmowanie kontroli np. nad bankami przez polityków, czyli ich upaństwowienie. Upaństwowienie gospodarki już przerabialiśmy, skończyło się octem na półkach.

Skutkiem zmonopolizowania gospodarki są: wzrost cen, spadek jakości towarów i usług oraz brak motywacji przedsiębiorstw do wprowadzania innowacji. Przykładem porażki współczesnego przedsiębiorstwa centralnie planowanego jest Polska Grupa Zbrojeniowa, która tylko w 2017 r. przyniosła 100 mln zł straty.

Gospodarka państwowa jest mniej efektywna od prywatnej. Swoje interesy państwo może zabezpieczać ustawowo. Uzdrowienie gospodarki idzie przez umocnienie sektora prywatnej własności, co zwiększa konkurencyjność i innowacyjność. Z kolei spółki Skarbu Państwa powinny być prowadzone w oparciu wyłącznie o kryterium ekonomiczne, a ich polityka personalna – w oparciu wyłącznie o kryteria merytoryczne. Do tego prawo powinno być stabilne i przyjazne biznesowi. Tylko wtedy polska gospodarka zyska wiarygodność w międzynarodowych kontaktach.

A co z walutą? Polscy przedsiębiorcy wolą euro czy złotówkę?

Bogactwo narodu nie zależy od koloru banknotu. W Panamie, Hondurasie czy Kambodży płacą dolarami, a nie żyje im się najlepiej. O euro możemy zacząć myśleć, kiedy dojdziemy do PKB wysokości 95 proc. PKB Niemiec. Na razie nie byłoby to korzystne, bo pozbawiłoby nas suwerenności: w przypadku kryzysu zawsze można zdewaluować złotówkę i z niego wybrnąć, euro pozbawia nas takiej możliwości.

Euro jest korzystne dla krajów o podobnych cyklach koniunkturalnych, podobnym stopniu rozwoju, a nie dla krajów, które pod tymi względami dzieli przepaść, jak np. Polska i Niemcy. Osobiście jestem zwolennikiem Unii Europejskiej, tyle że bardziej w kształcie jej ojców założycieli niż obecnej brukselskiej biurokracji, ale nie euro. To narzędzie politycznej integracji wymyślone przez Niemcy, które najbardziej na tym korzystają.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 1 grudnia

Czwartek, I tydzień Adwentu - dzień powszedni
Szukajcie Pana, gdy można Go znaleźć,
wzywajcie Go, gdy jest blisko.

+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mt 7, 21. 24-27
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

Aplikacja Rodzina Rodzin

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter