15 grudnia
niedziela
Niny, Celiny, Waleriana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czy grozi nam brak wody?

Ocena: 0
880

Pod względem posiadanych zasobów wody Polska jest na przedostatnim miejscu w Europie - mówi Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, w rozmowie z Piotrem Kościńskim.

Fot. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

Spojrzenie na Wisłę może przerażać: największa polska rzeka prawie wyschła! Co się dzieje?

To efekt zmian klimatu, sytuacja, która się powtarza w ciągu ostatnich lat – właściwie co roku latem są okresy, kiedy poziom wody w Wiśle i innych rzekach drastycznie spada. Zarazem warto zauważyć, co powodują wahania pogody: zaledwie dwa miesiące temu w Warszawie obserwowaliśmy falę wezbraniową i poziom wody wynosił sześć metrów, dziś jest to zaledwie około 35 centymetrów, czyli bardzo niewiele. To zaś oznacza, że musimy przebudować całą politykę gospodarowania wodą w Polsce, tak żeby rzeki nie wysychały.

Przez wiele minionych lat nie budowano żadnych zbiorników retencyjnych, niczego, co by powstrzymywało wodę na terytorium naszego kraju. Jedyne, co powstawało, to poldery i zbiorniki suche, mające służyć w przypadku powodzi i przejmować część za dużej ilości wody. Nie było wystarczającego zrozumienia i wrażliwości na kwestie związane z prawidłową gospodarką wodną. Żadnego zbiornika wodnego nie zamknięto śluzą czy stopniem, nie budowano zbiorników mokrych! Tymczasem powstrzymanie odpływu wody jest dla nas obecnie priorytetem.

Polska, jeśli chodzi o zasoby wodne w przeliczeniu na jednego mieszkańca, jest na przedostatnim miejscu w Unii Europejskiej, bo zaledwie 6,5 proc. wody przepływającej przez nasz kraj udaje się nam zatrzymać. Ogólnopolski Program Rozwoju Retencji zakłada, że w ciągu siedmiu lat osiągniemy poziom 15 proc., a więc ponad dwa razy więcej niż obecnie. Na jednego mieszkańca naszego kraju przypada średnio 1600 metrów sześciennych wody w ciągu roku. Jest to trzy razy mniej, niż wynosi średnia dla Europy – 4500 metrów sześciennych na rok. Ponadto w Polsce zasoby wody są rozmieszczone nierównomiernie: na obszarach południowych, wyżynnych i górskich jest ich więcej niż w środkowej i północnej części kraju, gdzie mamy do czynienia z deficytem wody. To koniecznie musimy zmienić.

Na czym polega ten program?

Są to 94 inwestycje, które łącznie kosztować będą 14 mld złotych i zostaną zrealizowane właśnie przez najbliższych siedem lat. Chodzi o inwestycje albo już rozpoczęte, albo przygotowane do rozpoczęcia. W założeniu powinny przede wszystkim spowodować podniesienie poziomu wód gruntowych i ogólną poprawę sytuacji, jeśli chodzi o zasoby wody w naszym kraju.

Łącznie planujemy wybudowanie trzydziestu różnych zbiorników wodnych, w tym dziewięciu dużych, np. już budowany zbiornik w Raciborzu, czy też inne: w Kątach Myscowie czy w Wielowsi Klasztornej, ale i mniejszych, np. w Dobrym Mieście, a także stopnie wodne w Siarzewie na Wiśle oraz w Lubiążu i Ścinawie na Wiśle. To jednak nie wszystko – będziemy dążyć do inwestowania w małą retencję i mikroretencję, zamierzamy propagować i wspierać budowanie zbiorników do 1 tys. metrów kwadratowych. Każdy rolnik będzie mógł zbudować taki niewielki zbiornik bez konieczności uzyskiwania specjalnego pozwolenia. Zamierzamy też odtwarzać tereny podmokłe oraz inwestować w meliorację, a wszystko po to, by na obszarze całego kraju stworzyć sprawnie funkcjonujący system retencji, czyli zdolności do gromadzenia zasobów wodnych.

Skąd środki na ten program?

Środkami dysponować będzie Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, a pieniądze będą w znaczniej mierze pochodziły z funduszy unijnych, centralnych i regionalnych programów operacyjnych, takich jak Program Infrastruktura i Środowisko, także z Banku Światowego oraz innych międzynarodowych instytucji finansujących podobne przedsięwzięcia.

Siedem lat, czyli horyzont czasowy, w jakim planujemy inwestycje, jest związany właśnie z nową unijną perspektywą budżetową. To zaś oznacza, że to, co zamierzamy, po prostu musi zostać wykonane w terminie. Nie może być tak jak ze zbiornikiem w Świnnej Porębie w województwie małopolskim, gdzie budowa trwała trzydzieści lat! Tego typu działania są po prostu nieracjonalne i zupełnie nieefektywne. Przygotowaliśmy więc taki plan, by za siedem lat mieć bardzo konkretne efekty.

Ale na tym chyba działania nie zostaną zakończone?

Jak już powiedziałem, osiągniemy to, że 15 proc. wody pozostanie w Polsce. Ale stawiamy sobie dużo bardziej ambitny cel: osiągnięcie 30 proc. Trzeba jednak mieć świadomość, co oznacza taka perspektywa. Jeśli planujemy – rząd albo samorządy – jakąś inwestycję, chociażby budowę zbiornika wodnego, potrzeba pięć do sześciu lat na jej przygotowanie, na studium wykonalności i raport oddziaływania na środowisko naturalne. W dalszej kolejności konieczne są negocjacje z organizacjami ekologicznymi, które generalnie są przeciwne retencji i wszelkim działaniom tego typu. Musi więc być bardzo dobre przygotowanie każdej inwestycji. Jeśli więc chcemy coś zrealizować za dziesięć czy kilkanaście lat, działania trzeba podjąć już teraz. Odtwarzanie naszych zasobów wodnych z założenia musi być przedsięwzięciem długofalowym, wymagającym planowania na wiele lat naprzód.

Krajowy Program Rozwoju Retencji jest przedsięwzięciem rządowym. Co mogą i co powinny robić samorządy?

Chcemy odtwarzać dawne poldery i mokradła, czyli je renaturalizować. Kiedyś zostały osuszone, bo sądzono, iż tak będzie lepiej. Ale dziś widzimy, że był to błąd, że efektem jest niedobór wody. Oczywiście, takie działania można podejmować wówczas, gdy nie wchodzą w konflikt z miejscową społecznością. I to można robić lokalnie, jest to przedsięwzięcie jak najbardziej odpowiednie dla samorządów.

Rzecz jasna, w Warszawie sytuacja jest inna i nikt nie stworzy w środku miasta mokradeł. Ale tu możliwe i potrzebne są inne przedsięwzięcia. Jeśli poczynione zostaną inwestycje na Wiśle, tak jak stopnie wodne w Krakowie, nastąpi odczuwalna poprawa sytuacji. W Krakowie woda w Wiśle obecnie osiąga poziom 3 metrów, a w Warszawie, gdzie rzeka jest o wiele szersza i powinno nią płynąć o wiele więcej wody, zaledwie 35 centymetrów! To pokazuje, co można zdziałać, odpowiednio regulując rzeki. I właśnie tym winien zainteresować się samorząd Mazowsza i samej Warszawy.

Do niedawna realizacja takiego projektu jak Program Rozwoju Retencji była po prostu niemożliwa, bo gospodarką wodną zawiadywało pięć czy sześć ministerstw, a do tego samorządy, zwłaszcza na szczeblu wojewódzkim, gdzie za takie działania odpowiedzialni są marszałkowie. Efekty były kuriozalne. Samorządy budowały wały przeciwpowodziowe – i wał potrafił mieć przerwę długości 10 kilometrów, bo sąsiadujące ze sobą gminy nie mogły dojść do porozumienia, kto i gdzie powinien budować na granicy między nimi.

Zmiany w prawie wodnym spowodowały, że jedynym urzędem centralnym odpowiedzialnym za gospodarkę wodną jest Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, a jedyną instytucją bezpośrednio zajmującą się wodą jest Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Wcześniej każdy urząd realizował cele związane ze swoimi zadaniami, nie oglądając się na inne sprawy – teraz polityka w kwestii gospodarki wodnej jest całościowa i spójna. Dotyczy to również kwestii, o której nie mówiłem wcześniej – żeglugi śródlądowej. Nie będziemy jej w stanie rozwijać, jeśli wody w rzekach będzie mało.

A zwykli ludzie? Czy powinniśmy w szczególny sposób oszczędzać wodę?

Świadomość konieczności oszczędzania wody jest bardzo potrzebna. Mało kto w Polsce dotychczas wiedział, w jakiej sytuacji się znajdujemy, że pod względem posiadanych zasobów jesteśmy na przedostatnim miejscu w Europie. Potrzeba nie tylko mądrego zarządzania naszymi zasobami wody, ale i oszczędzania, a także recyklingu wody [recykling to ponowne użytkowanie wody oczyszczonej – red.].

Z wody trzeba korzystać w sposób odpowiedzialny. Jeśli mamy sytuację taką jak obecnie, czyli gdy jest zbyt mało opadów deszczu, należy ograniczyć podlewanie ogródków czy mycie samochodów, bo lokalnie może zagrozić brak wody. Myślę jednak, że ludzie są tego coraz bardziej świadomi i coraz lepiej dbają o wodę, świadomie ją oszczędzają. Ważne jest też, by woda miała odpowiednią jakość, by ta w kranie rzeczywiście nadawała się do picia.

To wszystko łączy się w jedną wielką całość. Potrzebna jest więc akcja uświadamiająca; zaczęliśmy ją zresztą prowadzić w ramach programu „Stop suszy!”.

Na czym ma polegać?

Jej prowadzenie wynika z dyrektywy unijnej, nakazującej przeprowadzenie odpowiednich programów w tym zakresie. To przede wszystkim działania informacyjne, uświadamiające społeczeństwu jak istotne jest przeciwdziałanie skutkom suszy i oszczędzanie wody. Myślę, że już teraz coraz więcej ludzi rozumie sytuację, wie, jakie są potrzeby zarówno w skali lokalnej, jak i ogólnokrajowej. Jeśli zamierzamy realizować program zakrojony na bardzo wiele lat, potrzebujemy społecznego zrozumienia i poparcia.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 grudnia

Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli.
Dziś w Kościele:
+ sobota, II tydzień Adwentu, wspomnienie św. Jana od Krzyża, prezbitera i doktora Kościoła
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Syr 48,1-4.9-11; Ps 80,2ac.3b.15-16.18-19; Mt 17,10-13
+ Komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -