20 września
piątek
Filipiny, Eustachego, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

2019

Więcej

Serialowa rewolucja

Ocena: 0.4
9300

Serwisy informacyjne, programy publicystyczne czy telenowele? Specjaliści nie mają złudzeń – te ostatnie są najskuteczniejszym narzędziem zmieniania światopoglądu społeczeństw. Czym karmią nas współczesne seriale?

W niektórych serialach spotykamy sympatycznych duchownych
i pozytywny wizerunek Kościoła


Bez dwóch zdań Polacy kochają seriale. Trochę się z nich śmieją, w większości twierdzą, że oglądają je sporadycznie lub wcale, jednak gdy przyjdzie co do czego, okazuje się, że w zasadzie każdy wie, który aktor gra główną rolę w „Klanie” oraz co słychać u Mostowiaków. Choć dziś seriali jest całe mnóstwo i każdy może wybrać sobie swój ulubiony, u początków fenomenu telenowele potrafiły zmienić tryb życia całego miasteczka. W godzinach emisji pustoszały ulice, a przed ekranem zasiadały całe rodziny.

– Fenomen serialu polega na tym, że pozwala widzom oderwać się od codziennych problemów – mówi dr Rafał Wiśniewski, socjolog z Instytutu Socjologii UKSW. – Poza tym żyjemy dziś w społeczeństwie indywidualistów. Zwłaszcza w wielkich miastach ludzie nie wiedzą, kto mieszka w klatce obok. Śledzenie losów telewizyjnych bohaterów zastępuje im obserwowanie życia sąsiadów.

 

Środowiska lewicowe słusznie uznają media elektroniczne
za najskuteczniejszy sposób narzucania swoich idei
i to właśnie robią


Pierwsze tasiemce trafiły do Polski zza oceanu już w latach 70. Były to produkcje latynoamerykańskie opowiadające najczęściej o zakazanej miłości ubogiej dziewczyny i bogatego panicza, którzy musieli pokonać społeczne uprzedzenia. Po nich przyszedł czas na perypetie amerykańskich milionerów, wśród których prym wiodła „Dynastia” oraz osławiona „Moda na sukces”, o dziwo wciąż goszcząca na ekranach. Pod wpływem zachodnich wzorców powstawać zaczęły rodzime produkcje takie jak „W labiryncie” czy „Klan”. Dziś widzowie w telenowelach mogą wybierać i przebierać. Obok seriali obyczajowych i klasycznych wyciskaczy łez pojawiły się sensacyjne, komediowe, a ostatnim hitem stały się seriale paradokumentalne, oparte na prawdziwych historiach.


„M JAK MIŁOŚĆ” RZĄDZI ŚWIATEM

O niezwykłej popularności seriali może świadczyć fakt, że serial „M jak Miłość”, będący przecież tylko jednym z całej plejady, śledzi dziś, według badań przeprowadzonych przez AGB Nielsen Media Research, ok. 8,5 mln widzów. Jeśli więc uświadomić sobie skalę zjawiska, okaże się, że patrzenie na ten fenomen jedynie przez pryzmat nieszkodliwej rozrywki jest błędem, który może nas sporo kosztować.

– Nie jest tajemnicą, że rozmaici producenci od lat opłacają umieszczanie w serialach swoich marek. Mają nadzieję, że jeśli widzowie zobaczą, że ich ulubiony bohater je na śniadanie np. Nutellę, sami chętniej po nią sięgną – mówi prof. Krzysztof Koseła, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę, że w filmach i serialach lokowane mogą być nie tylko żywność czy ubrania, lecz także, a może przede wszystkim, idee i światopogląd.

– O niezwykłym potencjale, który drzemie w tego typu produkcjach, twórcy wiedzieli od początku – dodaje Maciej Pawlicki, publicysta i producent telewizyjny, były dyrektor Programu Pierwszego TVP, dyrektor programowy RTL7 oraz wiceprezes spółki Telewizja Familijna w latach 2000-2001, nadającej wtedy program pod nazwą TV Puls. – Przekaz nacechowany treścią – serial i film – może być elementem propagandowym. W XX wieku używały tego systemy totalitarne, wystarczy przypomnieć produkowane w Niemczech w latach 30. filmy, które miały przygotować grunt pod zagładę Żydów, czy filmy antypolskie. Podobne filmy i seriale wyprodukowali Sowieci, sprzedając światu własną wizję najnowszej historii. Seriale są szczególnie skutecznym narzędziem kształtowania opinii i wpływania na społeczeństwo, ponieważ docierają do znacznie szerszej publiczności niż kinowe hity. Ponadto goszczą w domach milionów widzów codziennie nawet przez kilka lat.

O tym, jak silnie wpływa na nas to, co widzimy na szklanym ekranie, mogą świadczyć pozornie mało znaczące zmiany, które zachodzą po emisji szczególnie popularnych seriali. Na przykład w czasie, gdy telewizja TVN pokazywała miłosne perypetie młodej i pięknej prawniczki Magdy Miłowicz, prawdziwe oblężenie zaczęły przeżywać kluby fitness i ścianki wspinaczkowe, bo te właśnie sporty z zamiłowaniem uprawiali bohaterowie „Magdy M”.

Seriale mogą więc zrobić wiele dobrego. Mogą zwrócić uwagę na zbawienne skutki uprawiania sportu czy badań takich jak mammografia. Mogą zwracać uwagę na niełatwą sytuację osób niepełnosprawnych, jak to się stało w przypadku wprowadzenia do serialu „Klan” chłopca chorego na zespół Downa. Mogą też zmieniać świadomość historyczną całych pokoleń.

– O tej sile oddziaływania wiedziały dobrze PRL-owskie władze – twierdzi Maciej Pawlicki. – Starsze pokolenia Polaków wzrastały na „Czterech pancernych” i „Stawce większej niż życie”. Seriale te były bardzo sprawnie zrobione, miały świetną obsadę, natomiast były także propagandową tubą, przez którą kropelka po kropelce sączona była fałszywa wersja historii o współpracy polsko- radzieckiej i bandytach, którzy walczyli z władzą ludową. Seriale te narobiły spustoszenia w świadomości historycznej kilku pokoleń ogromnego. Właściwie pierwszym, który z nimi konkuruje, jest „Czas honoru” wyprodukowany przez TVP.

Jaki przekaz płynie dziś z ekranu do milionów odbiorców? Czy także i dziś ktoś wykorzystuje magię serialu – tak jak kiedyś komunistyczna władza – do głoszenia własnych idei? Jeśli uważnie prześledzić trendy dominujące w telenowelach emitowanych w najlepszym czasie antenowym, odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama.


HULAJ DUSZA BEZ KONTUSZA

„Polskie seriale przełamują tabu!”, „Moda na geja, czyli przełom w polskiej TV” – takie nagłówki biją po oczach odwiedzających portale plotkarskie oraz strony internetowe prezentujące opisy i rankingi programów cieszących się dziś największą oglądalnością. A tuż pod nimi zaczyna się litania zachwytów pod adresem produkcji pokazujących szczęśliwe pary homoseksualne, udane zabiegi in vitro czy burzliwe życie seksualne pięknych singielek. Od czasu do czasu fala superlatywów przerywana jest utyskiwaniem, że, niestety, polskiej telewizji daleko jeszcze do niedoścignionych zachodnich wzorców.

– Dziś seriale stają się tubą, przez którą przedstawiana jest głównie ideologia liberalna. Pokazują obraz społeczeństwa bardzo zdemoralizowanego – twierdzi dr hab. Grzegorz Łęcicki, teolog mediów, kierownik Katedry Teologii Środków Społecznego Przekazu UKSW. – Przejawia się to w tym, że w większości seriali, pokazujących teoretycznie życie zwykłych Polaków, fundamentalnym założeniem jest skreślenie Dekalogu, ze szczególnym uwzględnieniem VI i IX przykazania. Seriale całkowicie podważają sens instytucji małżeństwa, wierności i czystości, pokazując, że „jak mi się ktoś inny niż małżonek spodoba, to mogę pozwolić sobie na skok w bok albo porzucenie osoby, której obiecywałem dozgonną miłość”. Nasi przodkowie mawiali: hulaj dusza bez kontusza. Serialowy wizerunek amanta, który ma co pół roku inną partnerkę czy wręcz żonę, wypacza rzeczywistość. Seriale nie pokazują dramatu, jaki jest udziałem porzuconych żon i dzieci. Bohaterowie, mimo wszechobecnych zdrad i rozwodów, nie są poranieni, nie borykają się z depresją, nie stają się cyniczni, nie mają poczucia grzechu, sumienie nic im nie wyrzuca, bo naczelną zasadą ich postępowania jest poszukiwanie tylko własnego szczęścia. W realnym świecie te zagadnienia mają nie tylko inny, głębszy wymiar, ale także inną jakość, o czym najlepiej wiedzą spowiednicy.

Moda na przełamywanie kolejnych społecznych tabu i ukazywanie jako normy czegoś, co większości widzów wciąż nie mieści się w głowie, opanowała rodzime produkcje. I tak w serialu „Usta Usta” jedna z bohaterek postanowiła poczęstować marihuaną swoją teściową. Jedna z bohaterek „Na Wspólnej” zaczęła sobie dorabiać, uprawiając, w zamian za prezenty, seks ze starszym mężczyzną. Wątek transwestytyzmu poruszająco ukazał paradokumentalny serial „Ukryta prawda”, słynący zresztą z promowania idei ultralewicowych. Główny bohater jednego z odcinków, pięćdziesięcioletni mąż i ojciec, ujawnił niespodziewanie przed rodziną chęć zostania kobietą. I choć spotkał się w związku z tym z odrzuceniem, całość zakończyła się happy endem – rodzina zaakceptowała go takim, jakim jest, i dzięki tatusiowi nauczyła się „otwartości” i „tolerancji”. W ostatnich tygodniach na ekrany wkroczył najnowszy serial paradokumentalny wyprodukowany przez TV Polsat o znaczącym tytule „Zdrady”. Jak sama nazwa sugeruje, w każdym odcinku widz może zobaczyć intrygę, na końcu której rozpada się małżeństwo. – Na ekranie najczęściej pojawiają się seriale pokazujące życie singli w wielkich aglomeracjach, osób dobrze sytuowanych, jeżdżących drogimi autami, mieszkających na strzeżonych osiedlach, co nie jest przecież normą dla większości Polaków. Może to sprzyjać rozwojowi postaw hedonistycznych i konsumpcyjnych – tłumaczy dr Wiśniewski. – Dodatkowo seriale pokazują nam, że istnieją różne modele życia, i oswajają z takimi, które do tej pory nie były społecznie akceptowane. Przekłada się to na wyobrażenia ludzi dotyczące chociażby istniejących modeli rodziny. W telewizji rzadko prezentowany jest model, gdzie jeden mężczyzna i jedna kobieta przez lata żyją ze sobą i wychowują dzieci.
 


Serial "Ranczo" (zdjęcie z planu) od 2006 r. cieszy się niesłabnącą popularnością


Ostatnimi czasy przeciwko propagandzie relatywizmu wystąpiła nawet instytucja, która do tej pory niespecjalnie przejmowała się jakością programów goszczących na antenie, choć do tego właśnie została powołana, czyli Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Karę 300 tys. zł musiał zapłacić TVN za emisję programu „Rozmowy w toku”, w którym młode kobiety opowiadały, że uprawiały seks z wieloma mężczyznami w takich miejscach jak winda czy toaleta, a jedna z nich stwierdziła, że seks jest dla niej potrzebą fizjologiczną, taką samą jak jedzenie czy picie.

W odpowiedzi na protesty i karę podniosło się larum o wprowadzanie „fundamentalistycznej cenzury”, a producenci telewizyjni zaczęli uspokajać, że nie ma co przeceniać wpływu telewizji na rzeczywistość, bo nikt nie rozwodzi się dlatego, że zobaczył na ekranie rozwód u Mostowiaków.

– Niebezpieczeństwem jest tu pojęcie znane w socjologii jako „poszukiwanie społecznego dowodu słuszności” – tłumaczy prof. Koseła. – Polega to na tym, że jeśli ludzie nie są pewni, czy ich postępowanie jest słuszne, patrzą, co robią inni. Jeśli więc wokół siebie, także w telewizji, widzą czyny niemoralne, rozwody, kradzieże, zdrady czy przemoc, ich własny postępek jawi się jako mniej naganny. W myśl zasady: „inni to robią, więc czemu mnie nie wolno?”.


SERIALOWE ŚWIĘTE KROWY

– Jedną z najważniejszych zasad rządzących dziś światem mediów jest zasada politycznej poprawności. Dochodzi do różnego rodzaju manipulacji, które bardzo silnie kształtują obraz świata masowego odbiorcy – mówi Maciej Pawlicki. – Polityczna poprawność doprowadza do tego, że istnieją grupy społeczne przedstawiane zawsze pozytywnie, a istnieją też takie, które z założenia przedstawiane są w krzywym zwierciadle.W latach 60. w USA panowała niepisana zasada, że w żadnym serialu Murzyn nie mógł być przedstawiony w negatywnym świetle. Dziś rolę serialowej „świętej krowy” pełnią homoseksualiści. Obowiązkowo przedstawiani są jako wrażliwi, inteligentni, twórczy, sympatyczni, piękni i młodzi.


Starsze pokolenia Polaków wzrastały na „Czterech pancernych”
i „Stawce większej niż życie”,
przez które kropelka po kropelce sączona była
fałszywa wersja historii o przyjaźni polsko-radzieckiej
i bandytach, którzy walczyli z władzą ludową 


Rodzime środowiska homoseksualne nie kryją, że taki, a nie inny obraz geja czy lesbijki w filmie i serialu to wynik świadomej strategii importowanej do Polski z Zachodu, ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych, będących prekursorem przełamywania społecznych tabu za pomocą popkultury. Tam Gay and Lesbian Alliance Against Defamation (Związek Gejów i Lesbijek przeciwko Zniesławieniu) sporządza regularne raporty określające, czy i w jaki sposób osoby homoseksualne są przedstawiane w stacjach publicznych i kablowych. Raporty wykazały, że już w roku 2009 w rozmaitych tasiemcach GALAAD doliczyło się 44 homoseksualnych bohaterów.

Za typowo propagandowe seriale amerykańskie uznaje się dziś emitowany od 2000 r. serial opowiadający o grupie gejów „Queer as a folk” czy serial o lesbijkach „The L world”. A za najbardziej przyjazne – „gay friendly” – seriale ostatnich lat uznano „True Blood”, „Modern Family”, „Glee”. W naszej telewizji nie ma na razie serialu z gejem w roli głównej, jednak producenci zdają się już podążać szlakiem przetartym przez amerykańskich prekursorów. I tak w emitowanych w godzinach największej oglądalności „Barwach szczęścia” widzimy zakończony „ślubem” w Holandii związek dwóch gejów, w tym jednego mającego syna z kobietą. Gejami są często najlepsi przyjaciele głównych bohaterek, obowiązkowo sympatyczni i wrażliwi, jak Sebastian z „Magdy M.” czy Maciek z „Julii”. We wspomnianej już „Ukrytej prawdzie” możemy zobaczyć dramatyczne starania o dziecko lesbijek, które umawiają się z parą gejów, że zajdą z nimi w ciążę, a następnie „sprawiedliwie” podzielą się urodzonymi w ten sposób dziećmi. W serialu „Rodzinka.pl” homoseksualistów wprawdzie nie ma, jednak ojciec tytułowej familii zaskoczył ostatnio widzów bardzo postępową rozmową z synem, w trakcie której tłumaczył swoim dzieciom, że „bycie gejem to nic złego”.

Można odnieść wrażenie, że postać sympatycznego geja jest warunkiem, bez którego współczesny serial nie może istnieć. A działacze Kampanii Przeciwko Homofobii potwierdzają w wywiadach, że zjawisko jest jednym z elementów zaplanowanego procesu oswajania społeczeństwa i kreowania pozytywnego wizerunku homoseksualisty. Tym samym zaprzeczają głoszonym przez siebie hasłom, jakoby ich celem było obalanie stereotypów. Bo, jak widać, obalając jedne, z premedytacją tworzą nowe. A serialowi geje i lesbijki są w równej mierze wytworem propagandy, jak trzydzieści lat temu radzieccy żołnierze – zawsze mądrzy, dobrzy i szlachetni.


PERŁY W KASZANCE

Jaki wpływ na społeczeństwo może mieć propagowanie w telewizji nieograniczonej swobody od pasa w dół, łatwo przewidzieć. Osłabianie pozycji małżeństwa, postępująca seksualizacja i rozerwanie więzi społecznych to tylko część zagrożeń. Drugim, równie groźnym zjawiskiem jest propagowanie postaw skrajnie egoistycznych i aspołecznych. Tutaj prym od lat wiedzie przekraczający wszelkie granice dobrego smaku, emitowany przez TV Polsat „Świat według Kiepskich”, którego główny bohater jest bezrobotnym z wyboru. Każdy odcinek bez wyjątku odcinek roi się od wulgaryzmów, a – jakby tego było mało – bohaterowie palą papierosy, nierzadko kradną i oszukują, natomiast ich ulubioną rozrywką jest picie alkoholu. Dlaczego duże stacje telewizyjne wciąż inwestują w tego typu produkcje? Czy prawdą są powtarzane w kółko twierdzenia, że tylko na rozrywce najniższych lotów da się dziś zarobić duże pieniądze?

– Mówienie, że ludzie domagają się miałkiej papki, to bzdura – przekonuje Maciej Pawlicki. – Kiedy w RTL7 niemieccy udziałowcy domagali się, żebym wprowadził programy erotyczne, odmówiłem. Także dlatego, że kiedy telewizja RTL w Polsce kojarzyła się z tanią pornografią, wyniki oglądalności miała słabe. W zamian zaproponowałem programy rodzinne i seriale typu „Siódme niebo” o wielodzietnej rodzinie pastora. Okazało się, że w krótkim czasie stacja RTL7 miała lepszą oglądalność niż TVN na obszarze, gdzie obie telewizje docierały. Widownia, która czeka na dobre, wartościowe seriale, jest gigantyczna. Dlaczego twórcy wolą produkować rzeczy miałkie? Widać tu dwa procesy: po pierwsze pogardę i brak troski o widzów. Producenci taniej rozrywki spod znaku „Świata według Kiepskich” nie chcą budować wspólnot, tylko robić pieniądze najmniejszym kosztem. Jest także drugi proces, o wiele groźniejszy, czyli wojna ideologiczna. Środowiska lewicowe słusznie uznają media elektroniczne za najskuteczniejszy sposób narzucania swoich idei i to właśnie robią. Świadomość społeczna zmienia się na naszych oczach.


Widz ma w ręku największą władzę:
może zawsze pstryknąć pilotem i wyłączyć telewi
zor 

 

Na szczęście, w odpowiedzi na rynsztokowy humor i wszechobecną rozwiązłość, wciąż powstają seriale naprawdę wartościowe. Przykładem jest emitowana przez wiele lat na antenie Polsatu „Rodzina zastępcza”, w zabawny sposób pokazująca losy wielodzietnej rodziny Kwiatkowskich. Prawdziwą historię i bohaterskie postawy Polacy mogą poznawać, śledząc losy bohaterów „Czasu honoru” czy – rosyjskiej produkcji z polskim reżyserem – serialu „Anna German”. A o pozytywny wizerunek Kościoła dbają twórcy seriali takich jak „Plebania”, „Ojciec Mateusz” czy „Ranczo”, gdzie głównymi bohaterami są sympatyczni duchowni, co przecież w okresie PRL było całkiem nie do pomyślenia. Choć produkcje te giną w morzu liberalnej papki, warto je doceniać i zauważać, zwłaszcza że ich wysoka oglądalność dowodzi, iż Polacy czekają na taką rozrywkę.

– Fakt, że w ramówce znajdują się programy i seriale wartościowe, oznacza, że widz nie musi łykać bezkrytycznie wszystkiego, co mu media serwują – dodaje prof. Koseła. – Ma największą władzę: może wyłączyć telewizor, jeśli coś go obraża albo szokuje. A wtedy producenci może się zastanowią, czy opłaca im się dalej iść w kierunku liberalizacji.

Maciej Pawlicki w swoich wnioskach idzie jeszcze dalej. – Bardzo ważny jest głos opinii publicznej. Jeśli w telewizji pojawiają się treści plugawe, widz nie powinien narzekać na nie sąsiadowi, tylko wytoczyć stacji proces. Jest wielu prawników, którzy zrobią to całkowicie za darmo. Mamy prawo zmieniać rzeczywistość, w której żyjemy, a zwłaszcza, jeśli instytucja do tego powołana, czyli KRRiT, nie reaguje lub czyni to zbyt opieszale.
 

Iwona Świerżewska
fot. Irena Świerdzewska, Marta Kawalec, sxc.hu
Idziemy nr 18 (399), 5 maja 2013 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Archiwum

Wybierz dział:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 września

"Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany"

Dziś w Kościele: piątek, XXIV tydzień zwykły
+ wspomnienia świętych męczenników Andrzeja Kim Taegon, prezbitera, Pawła Chong Hasang i Towarzyszy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Tm 6,2c-12, Ps 49. Łk 8,1-3
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Jeszcze przez kilka dni zapraszamy do oglądania filmów prezentowanych w ramach Lata z SalveNet - wspólnego projektu SalveNet i portalu idziemy.pl.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -