23 czerwca
sobota
Wandy, Zenona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

2018

Więcej

Gotowi na wszystko

Ocena: 5
5677

Ojciec Michał miał niespełna trzydzieści jeden lat, ojciec Zbigniew był tylko dwa lata starszy. – To byli ludzie, którzy kochali życie – mówią o pierwszych polskich misjonarzach męczennikach ich współbracia z zakonu franciszkanów.

Franciszkanie, którzy pracowali w Peru

Był wieczór 9 sierpnia 1991 roku. Do świątyni w peruwiańskim Pariacoto wtargnęli terroryści ze Świetlistego Szlaku. Zabrali ze sobą dwóch misjonarzy. Związali ich i wywieźli za wioskę. Tam zabili strzałami w tył głowy i kręgosłup. Tak zginęli o. Michał Tomaszek oraz o. Zbigniew Strzałkowski – franciszkanie pochodzący z Prowincji św. Antoniego z Padwy i bł. Jakuba Strzemię w Krakowie. W sobotę 5 grudnia w peruwiańskim Chimbote odbędzie się beatyfikacja pierwszych polskich misjonarzy męczenników. Wraz z nimi na ołtarze wyniesiony zostanie ks. Alessandro Dordi. Uroczystościom przewodniczył będzie kard. Angelo Amato, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Swój udział zapowiedział prezydent Peru Ollanta Humala.

Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się zaraz po 3 lutego 2015 roku, kiedy papież Franciszek promulgował dekrety o męczeństwie Polaków. Każdego piątego dnia miesiąca w miejscowościach związanych z życiem i posługą polskich męczenników odbywała się specjalna nowenna. – Pozwoliła nam zobaczyć męczeństwo o. Zbigniewa i o. Michała z różnych perspektyw – mówi o. Jarosław Zachariasz OFMConv, przełożony krakowskiej prowincji franciszkanów konwentualnych. – Można było bowiem patrzeć na tę śmierć przez pryzmat tego, co przeżywał wówczas Kościół w Ameryce Łacińskiej. Można też było szukać klucza do jej zrozumienia w wychowaniu rodzinnym i zakonnej formacji naszych braci, przyglądając się, w jaki sposób dojrzewali do męczeństwa – wymienia o. Zachariasz.

 

Droga na ołtarze

Michał Tomaszek pochodził z Łękawicy na Żywiecczyźnie. Urodził się 23 września 1960 roku. Miał dwie siostry, Urszulę i Marię, oraz brata Marka, bliźniaka. – Klękaliśmy z rodzicami wszyscy razem do modlitwy – wspomina najstarsza z rodzeństwa Urszula. Wcześnie stracili ojca, który odebrał sobie życie w 1969 roku. Matka została sama z czwórką dzieci. – Michał był najszczuplejszy, najwątlejszy z nas – opowiada Maria.

W wieku piętnastu lat rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy. Nie był najlepszym uczniem. Musiał nawet powtarzać klasę, na co wyjątkowo – ze względu na jego wzorową postawę – zgodzili się przełożeni.

Ojciec Michał Tomaszek święci palmy w Niedzielę Palmową

Po maturze zdecydował się wstąpić do franciszkanów. W podaniu o przyjęcie do zakonu napisał: „Pragnieniem moim jest praca na misjach, by służyć Bogu i Niepokalanej”. Wyróżniała go szczególna pobożność maryjna. Znany był z niej już za czasów szkolnych.

Po święceniach kapłańskich, które przyjął w 1987 roku, przez dwa lata był wikariuszem i katechetą w Pieńsku. – Na obrazku prymicyjnym miał napisane: „Któż jak Bóg”. I trzymał się tej dywizy – mówi jego siostra Maria. – Był szczęśliwy w kapłaństwie – podkreśla. Gdy wyruszał na misje, żegnały go tłumy. Samochód wyjeżdżający z placu przed kościołem w Pieńsku cały był pokryty kwiatami.

Ojciec Zbigniew Strzałkowski pochodził z Zawady nieopodal Tarnowa. Urodził się 3 lipca 1958 roku jako trzeci syn Franciszki i Stanisława. Był zdolnym uczniem, świetnie zorganizowanym, bardzo zaangażowanym w życie parafii. Skończył Technikum Mechaniczne w Tarnowie. Pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym w Tarnowcu. Jednak niespodziewanie dla rodziny w 1979 roku podjął decyzję o wstąpieniu do franciszkanów, by, jak zadeklarował, naśladować św. Franciszka i – wówczas błogosławionego – Maksymiliana Marię Kolbego. Po skończeniu seminarium został wicerektorem w Niższym Seminarium Duchownym w Legnicy.

– Był otwarty, uśmiechnięty, interesował się naszymi problemami – wspomina o. Jan Maria Szewek OFMConv, który w tym czasie był uczniem NSD. Imponował chłopcom sprawnością fizyczną. – Podpatrzyliśmy, że pod łóżkiem w pokoju ma sztangę do ćwiczeń – mówi o. Szewek. Nie bał się pracy fizycznej. W tym czasie w budynku seminarium trwał remont. – Ojciec Zbigniew przepasywał sobie apaszką czoło, żeby pot nie lał mu się w oczy, brał po dwa wiadra gruzu i nosił do zsypu razem z robotnikami. Człowiek wykształcony, wicerektor, wykładowca, a do tego taki pokorny. Był wielkim autorytetem – mówi o. Szewek.

– Gdy leciał na misje, niektórzy z uczniów pojechali na Okęcie, żeby go pożegnać. Obliczyliśmy, że gdy po trzech latach przyjedzie na wakacje, akurat będziemy po maturze. Obiecał, że jak tylko wstąpimy do zakonu, to nas odwiedzi – wspomina franciszkanin.

 

Blisko ludzi

– Gdy się jedzie na misje, trzeba być gotowym na wszystko – odpowiadał, gdy mówiono mu, że w Peru jest niebezpiecznie. Południowoamerykański kraj od początku lat osiemdziesiątych terroryzowała radykalna komunistyczna organizacja Świetlisty Szlak.

W 1988 roku o. Zbigniew wraz z o. Jarosławem Wysoczańskim przyjechał do Pariacoto – wioski w Andach, oddalonej o 500 km od stolicy Peru, Limy. Od 40 lat nie było tu na stałe kapłana. Tamtejsza parafia składała się z 73 wsi. Do wielu trzeba było dojeżdżać konno. Podróż do najdalszej trwała 24 godziny.

Miejsce męczeństwa polskich franciszkanów

W tych warunkach franciszkanie zaczęli pracę. Ojciec Zbigniew był nie tylko kapłanem, ale i „doktorem”, inżynierem i robotnikiem w jednym. Marzył, żeby poprawić byt miejscowej ludności. Ojciec Michał, nazywany przez miejscowych Miguelem, który dołączył do misji w 1989 roku, poświęcił się duszpasterstwu młodzieży i szybko stał się ulubieńcem miejscowej dzieciarni.

Siostra Berta ze zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Pana Jezusa była świadkiem ostatnich chwil polskich misjonarzy. Powiadomiła ich o przybyciu Świetlistego Szlaku do wioski. Oni jednak nie mieli zamiaru się ukrywać. Postanowili zgodnie z planem odprawić Mszę Świętą. Ojciec Zbigniew w kazaniu mówił o pokoju i miłości. Wkrótce po zakończeniu liturgii terroryści wtargnęli do kościoła. Franciszkanie byli motorem zmian społecznych, konkurencją dla komunistów. Przyciągali do siebie młodzież. Odbierali więc przyszłość rewolucji. Około 21.00 Polacy zostali zamordowani. Wraz z nimi zginął również wójt Pariacoto. Mordercy zostawili przy misjonarzach kartkę z napisem: „W ten sposób umierają sługusy imperializmu”. „Mocni w wierze, płonący miłością, posłańcy pokoju, aż do męczeństwa” – napisano na ich grobach.

Kilka dni po śmierci ojców Zbigniewa i Michała, akurat po beatyfikacji bł. Anieli Salawy, Jan Paweł II spotkał się w Krakowie z o. Jarosławem Wysoczańskim i rodzinami zamordowanych misjonarzy. – Mamy nowych świętych męczenników – oświadczył wtedy papież.

 

Znak pokoju

Ojciec Jarosław Zachariasz podkreśla, że wiele o sensie tego męczeństwa mówi Liturgia Słowa, która zostanie odczytana podczas uroczystości beatyfikacyjnych. Wybrano m.in. perykopę z Ewangelii według św. Jana opowiadającą o Grekach, którzy przystąpili do Filipa i prosili go: „Panie, chcemy ujrzeć Jezusa”. – Trzy dni po beatyfikacji rozpocznie się Rok Miłosierdzia. Niewykluczone, że wybrano tę Ewangelię z uwagi na cel, jaki wspólnota Kościoła stawia sobie w czasie tego nadzwyczajnego jubileuszu. Jest nim kontemplacja oblicza miłosiernego Ojca w Chrystusie, celebracja i doświadczenie Bożego miłosierdzia, a życie i działalność męczenników z Pariacoto było takim ukazywaniem Jezusowego oblicza i odkrywaniem tajemnicy „Bogatego w miłosierdzie” – mówi o. Zachariasz.

Grobowiec o. Zbigniewa Strzałkowskiego w kościele w Pariacoto

– W tym kontekście widzę w tej beatyfikacji także znak pojednania pomiędzy sprawcami i ofiarami wojny domowej w Peru, bo podczas Jubileuszu Kościół zostaje w sposób szczególny wezwany do leczenia także tych najgłębszych i najbardziej bolesnych ran. Jestem przekonany, że Zbyszek i Michał bardzo by tego chcieli – zaznacza.

Przywódca zbrodniczego Świetlistego Szlaku Abimael Guzmán Reynoso został aresztowany w 1992 roku. Ze skazanym na dożywocie Guzmánem i innymi członkami Sendero Luminoso spotkał się bp Luis Bambarén z diecezji Chimbote, w której pracowali polscy franciszkanie. Każdemu z nich podarował egzemplarz Biblii, w którym zaznaczył fragment o zbrodni Kaina. Później biskup rozmawiał z przywódcą terrorystów w cztery oczy. W czasie tej rozmowy Guzmán poprosił o wybaczenie Kościół i całe społeczeństwo. W wyniku wojny domowej zginęło ok. 70 tys. Peruwiańczyków.

Po śmierci męczenników polscy franciszkanie nie porzucili Pariacoto. Pracują tam do dziś, dalej niosąc pokój i dobro.

 

Na dzisiejsze czasy

– Zamknięcie procesu beatyfikacyjnego powinno być równocześnie początkiem tego, co nazywamy procesem własnego uświęcenia, osobistego i wspólnotowego dojrzewania do świętości. Zbyszek i Michał są tu dla nas franciszkanów ważnym punktem odniesienia – mówi prowincjał.

– Dziś ludzie tak łatwo zmieniają decyzje albo w ogóle nie chcą podejmować zobowiązań. Polscy męczennicy do końca byli wierni. To błogosławieni na współczesne czasy – dodaje o. Szewek.

– Choć zostaną beatyfikowani jako męczennicy, nie możemy patrzeć na Zbyszka i Michała tylko przez pryzmat ich śmierci. To się nie bierze znikąd – podkreśla o. Zachariasz. – Są wyniesieni do chwały ołtarzy, ale sprowadzają nas na ziemię, byśmy mogli zobaczyć te wszystkie sprawy i „środki”, które pozwoliły im się uświęcić. Wszystko to pozostaje także w zasięgu naszych możliwości. Oczywiście, czas ich formacji – pielgrzymki Jana Pawła II, kanonizacja św. Maksymiliana Kolbego, męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki – stawiał przed nimi wspaniałe wzorce. Ale życie sakramentalne, Słowo Boże – mieli do nich dostęp w takim samym stopniu jak my, a może nawet i mniejszym. Warto popatrzeć na nich jako ludzi, którzy mieli podobne doświadczenia do naszych. Oni nie spadli przypadkowo z nieba, ale wyrośli z ziemi i z ewangelicznego ziarna wydali owoc – mówi prowincjał krakowskich franciszkanów.


W uroczystościach beatyfikacyjnych w Chimbote oprócz przedstawicieli franciszkanów i członków rodzin polskich męczenników weźmie udział delegacja z diecezji tarnowskiej, z której pochodził o. Zbigniew Strzałkowski. Na jej czele stanie biskup tarnowski Andrzej Jeż. Macierzystą diecezję o. Michała Tomaszka reprezentował będzie ordynariusz bielsko-żywiecki bp Roman Pindel. Do Peru pojedzie również grupa pielgrzymów z Legnicy i kilkudziesięcioosobowa pielgrzymka zorganizowana przez franciszkanów.

Sylwia Gawrysiak
fot. arch. franciszkanów konwentualnych

Idziemy nr 49 (532), 6 grudnia 2015 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Archiwum

Wybierz dział:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły