20 września
piątek
Filipiny, Eustachego, Euzebii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

2019

Więcej

Dwóch dresiarzy i Madonna

Ocena: 0
13640

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus, dlatego teraz my, łyse banie, głosimy Jego śmierć i zmartwychwstanie – rapują Jacek i Piotr, założyciele grupy ewangelizacyjnej i fundacji "Wyrwani z niewoli".

Piotrek mówi o sobie: mam pięć lat. Bo pięć lat temu, po kilkunastu latach, przestąpił po raz pierwszy próg parafialnego kościoła. Poszedł tam łysy i w dresach. I stanął z tyłu, nie bardzo wiedząc, co robić.

– Pamiętam spojrzenia ludzi siedzących w ławkach – wspomina Piotr. – To byli moi sąsiedzi, wiedzieli, kim jestem. Ich miny mówiły: odejdź, to nie miejsce dla takich jak ty. Ale ja zostałem i gdyby nie to, byłbym dawno w grobie lub w więzieniu. Zobaczyłem księdza siedzącego w konfesjonale i pomyślałem: pójdę, pogadam jak z człowiekiem, może coś mi poradzi? I tam, przed kratkami konfesjonału, coś się ze mną stało. Opadły wszystkie maski i po raz pierwszy w życiu powiedziałem prawdę o sobie. Mówiłem, że moje życie to kanał, że jestem złodziejem, że jestem uzależniony od narkotyków, pornografii. Mówiłem i mówiłem, a kapłan milczał. Pomyślałem: co jest? Zasnął tam, czy co? A on zapytał cicho: „Jak ci na imię?” Pomyślałem sobie: co to, komisariat? Ale w końcu zebrałem się na odwagę: „Jestem Piotr”. Wtedy ksiądz znowu zamilkł, po czym powiedział: „Piotrek, dziś całe niebo cieszy się twoim szczęściem”.


BYŁEM SPALONY

Jako małe dziecko Piotrek przeżył piekło. Doświadczył molestowania seksualnego i uznał, że Bóg nie istnieje. Bo gdyby istniał, nie pozwoliłby na to, co się stało. Wsparcia szukał wśród kumpli z osiedla. Imponowali mu siłą i niezależnością, która wyrażała się głównie w piciu na umór i braniu wszystkich dostępnych na rynku narkotyków. Początkowo ćpał, żeby przyjęli go do ekipy. Zanim się spostrzegł, okazało się, że bez używek nie umie już żyć. Potrzebował pieniędzy, więc zaczął kraść. Najpierw od rodziców, później w sklepach. Pojawiły się pierwsze myśli samobójcze.

– Jedyne, co trzymało mnie przy życiu, to byli kumple. Jednak aby mnie otrzeźwić, Bóg i tę podpórkę postanowił mi odebrać. Ktoś rozpuścił o mnie plotki i w jednej chwili wszyscy odwrócili się od mnie. Byłem w swojej ekipie spalony, dawni kumple dzwonili z pogróżkami. Wtedy zrozumiałem, że jestem na świecie całkiem sam.

I kiedy w poczuciu totalnej beznadziei wracał pociągiem z Gdańska do rodzinnych Łap, do przedziału dosiadł się pewien człowiek. Zaczęli rozmawiać. Najpierw o pogodzie, później coraz głębiej, o życiu. Facet wydawał się w porządku. Wyluzowany, uśmiechnięty. I nagle powiedział, że jest zakonnikiem.

– Myślałem, że się przesłyszałem – wspomina Piotr. – Sądziłem, że do zakonu trafiają tylko ludzie jakoś ułomni, którzy nie potrafią ułożyć sobie życia z kobietą. Jednak im dłużej rozmawialiśmy, tym bardziej widziałem, że choć ja używam życia, to przy nim jestem nędzarzem. To on był wolny i szczęśliwy. Wtedy pomyślałem, że może warto pójść do kościoła.


ŚWIĘTA MONIKA Z SOKÓŁKI

Opowieść Jacka Zajkowskiego rozpoczęła się w innym miejscu, trzynaście lat wcześniej. Jest jak wiele innych historii. Blokowisko, rodziny z problemami. I młody gniewny szukający swego miejsca w świecie.

– Tato pił, podobnie zresztą jak większość sąsiadów. Z dzieciństwa pamiętam ojców rodzin, leżących we własnych wymiocinach na klatkach schodowych. Jako dzieciak myślałem, że sam nigdy alkoholu do ust nie wezmę. A jednak bardzo szybko też w to bagno wsiąkłem – wspomina.

Zaczęło się już w podstawówce. Przez całą szkołę średnią był na haju. Pojawiły się pierwsze kradzieże, rozboje i morze alkoholu. Odskocznią od szarej codzienności była muzyka. Utożsamiał się z gwiazdami hip-hopu promującymi agresję, dragi i „życie na luzie”.

– Przez kilkanaście lat byłem żywym trupem, snującym się z narkotycznie wywołanym uśmiechem. Przed kumplami grałem twardziela, a w duszy krzyczało. Było jednak coś, o czym nie wiedziałem, a co, wiem to na pewno, ocaliło mi życie. Podczas gdy ja staczałem się na dno, moja mama wciąż szturmowała niebo, błagając Boga o moje nawrócenie.

W myśl zasady „Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy” mama Jacka niczym święta Monika dążyła twardo do raz wytkniętego celu. Im więcej złego robił jej syn, tym więcej osób mobilizowała do modlitwy w jego intencji. Tuż przed nawróceniem Jacka modliło się za niego kilkadziesiąt osób. Kiedy i to nie pomogło, kobieta postawiła wszystko na jedną kartę. Powiedziała Bogu: „Jeśli chcesz, zabierz mnie z tego świata, ale w zamian uratuj mojego syna”. Wkrótce po tych słowach zdiagnozowano u niej nowotwór.

– W szpitalu odwiedziłem mamę raz. Stan jej zdrowia niezbyt mnie wtedy interesował – przyznaje Jacek. – I wtedy zdarzył się cud. Wracałem z koleżką z nieudanego rozboju. Jak zwykle byliśmy ostro naćpani. I nagle bez żadnej widocznej przyczyny zobaczyłem bardzo jasno całą grozę swojej sytuacji. Dziś wiem, że tak działa Duch Święty. W jednym momencie wytrzeźwiałem. W panice zadzwoniłem do brata i poprosiłem, żeby załatwił mi jakiś odwyk. Nie tam jednak trafiłem, lecz, za namową mamy, do sanktuarium w Różanymstoku, gdzie posługują księża salezjanie.


NA WNUCZKA

Niemal w tym samym czasie w innym miejscu Piotrek spowiadał się po raz pierwszy od dzieciństwa. – Kiedy ten ksiądz powiedział, że całe niebo cieszy się moim szczęściem, nie wiedziałem, o co mu chodzi. Ale gdy powiedział: „Ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”, niemal fizycznie poczułem, jakbym zmył z siebie cały gromadzony latami brud. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. Gdy chwilę później przyjąłem do serca Jezusa w Eucharystii, ja, złodziej i ćpun, płakałem jak bóbr.


Żeby uciec od starego życia, Piotr wyjechał na wieś do swojej babci, gdzie postanowił co dzień rano jeździć rowerem do parafialnego kościółka. W jednej ławce siadali: trzy pobożne staruszki w charakterystycznych moherowych berecikach i on – łysy dresiarz. Któregoś pięknego dnia jedna z dam nie wytrzymała. Padło pytanie: „Chłopcze, a ty co, na księdza idziesz?”. Na co Piotrek rzekł: „Proszę pani, gdzie by mnie tam chcieli w seminarium, jak ja nawet nie potrafię zdrowaśki odmówić”. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Przy następnej okazji energiczne staruszki zasypały chłopaka książeczkami do nabożeństwa i różańcami.

– I stała się dziwna rzecz: ja, który wcześniej nie potrafiłem odezwać się do starszej osoby bez agresji, zwolennik przymusowej eutanazji, zrozumiałem, że te kobiety naprawdę chcą mojego dobra i może to modlitwa jednej z nich uratowała mnie przed całkowitym zatraceniem – mówi z przekonaniem Piotr.


KTO PRZECIW NAM

W salezjańskim sanktuarium Jacek czuł się nieswojo. Na widok księdza z modlitwą o uzdrowienie omal nie wpadł w szał. Coś jednak kazało mu pozwolić kapłanowi położyć ręce na swojej głowie i przystąpić do pierwszej od lat spowiedzi. On także stanął w prawdzie. A Bóg w jednej chwili zabrał mu to, co ściągało go na dno: trzynaście lat ćpania, picia, palenia i rozwiązłości. Bez odwyku, bez terapii. Jacek był wolny.

– Tego, co się potem działo, nie potrafię opisać słowami – Jacek ma łzy w oczach. – Przeprosiłem mamę, podziękowałem za uratowanie życia i po raz pierwszy powiedziałem jej, że ją kocham. Ona jest dziś zdrowa! Pojednałem się z ojcem, który przestał pić i radykalnie zmienił swoje życie.

Rok po nawróceniu Jacek wziął udział w rekolekcjach o. Jamesa Manjackala, na których był także Piotr. – Rozglądam się po półtoratysięcznym tłumie i co widzę? Łysy facet w dresach stoi i ze złożonymi pobożnie rękami wielbi Boga. Wiedziałem, że muszę go poznać – opowiada.

Spojrzeli na siebie i już wiedzieli. – Siemka! Jestem nawrócony, a ty? – Ja też. Krótka rozmowa i wszystko jasne. Obu Chrystus przywrócił do życia. I obaj chcieli zrobić coś, by ratować takich jak oni – przeczołganych przez los. Postanowili razem ewangelizować. Zaczęli jeździć do szkół z propozycją dawania świadectwa na lekcjach religii. Początki były trudne. Dwóch dresiarzy ewangelizatorami? Wielu nie wierzyło. Jednak od czterech lat dwóch bożych szaleńców odwiedziło setki szkół w całej Polsce, wchodząc tam z programem ewangelizacyjno-profilaktycznym „Ku wolności”.

– Ludzie otwierają się na nas, bo widzą, że jesteśmy autentyczni. Wielu pisze do nas listy – mówi Piotr. – Piszą, że chcą zmienić swoje życie, że postanowili iść do spowiedzi, rzucić dragi.

Trzy lata temu pewna kobieta dała im figurę Matki Bożej z Medjugorie. Od tamtej pory metrowa Madonna jeździ z nimi wszędzie.

– Zobaczyć miny ludzi, którzy widzą dwóch dresiarzy z figurą Matki Bożej w autobusie czy w pociągu: bezcenne – śmieje się Jacek. – Patrzą na nas, jakby zobaczyli UFO. Wielokrotnie spisywali nas policjanci, ponieważ myśleli, że ukradliśmy figurę z jakiegoś kościoła. A my chcemy, żeby ludzie nas o nią pytali, bo w ten sposób możemy im dać świadectwo o Jezusie.

Pięć lat po nawróceniu ewangelizacyjny team powołał do życia fundację „Wyrwani z niewoli”, której zadaniem jest tworzenie programów profilaktyczno-ewangelizacyjnych dla młodzieży. Piotrek kończy książkę-przewodnik dla świeżo nawróconych. Jacek jako „Zetaigreka” z kolegą Mateuszem „Judoką”, dawniej osiedlowym wariatem, dziś nowicjuszem w zakonie kapucynów, wydali płytę z ewangelizacyjnym hip-hopem. Dziś już solo nagrywa chrześcijański rap. Chce, żeby jego muzyka była odtrutką na treści, które sączą się z współczesnych teledysków.

– Mamy jeden cel: nieść ludziom Jezusa – mówi. – Nie jesteśmy święci, wciąż mamy wady i słabości. Ale Bóg jest z nami, a jeśli tak, to któż przeciwko nam?


Więcej informacji na:
www.wyrwanizniewoli.pl
www.facebook.com/wyrwanizniewoli
 

Iwona Świerżewska
fot. arch. Wyrwani z niewoli

Idziemy nr 46 (427), 17 listopada 2013 r.

 
PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Archiwum

Wybierz dział:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 września

"Walcz w dobrych zawodach o wiarę, zdobywaj życie wieczne: do niego zostałeś powołany"

Dziś w Kościele: piątek, XXIV tydzień zwykły
+ wspomnienia świętych męczenników Andrzeja Kim Taegon, prezbitera, Pawła Chong Hasang i Towarzyszy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1 Tm 6,2c-12, Ps 49. Łk 8,1-3
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań

Jeszcze przez kilka dni zapraszamy do oglądania filmów prezentowanych w ramach Lata z SalveNet - wspólnego projektu SalveNet i portalu idziemy.pl.

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -


Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -